W tym roku ferie upływają nam ponownie pod znakiem świętokrzyskich stoków narciarskich. Moje zamiłowanie do nart jest mniejsze od mojego patriotyzmu lokalnego, więc ani mi w głowie wyjeżdżać ostatnio w wyższe góry. Tym bardziej, że infrastruktura w naszym regionie co rok się poprawia. No i co przebije zestaw: rano stok, obiad u mamy, wieczorem stok. My, Ostrowczanie, mamy pod ręką Bałtów, więc taka opcja jest jak najbardziej dostępna.

W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, zaczęliśmy od Krajna. Wyciąg Sabat jest najdłuższym w województwie (1 kilometr) i najprzyjemniejszym stokiem do nauki. Łagodny, z dwoma nieco bardziej stromymi miejscami, dobrej jakości orczyk. Do tego nowy budynek restauracji (chyba wciąż niedokończony) i bogata w sprzęt wypożyczalnia. Szkoda, że wynajmuje tylko na 6 godzin, co Kielczanom pewnie psuje opcję całodniowej jazdy z przerwą na obiad. No i ta kolejka (do wypożyczania) - na ponad pół godziny stania. Ćwiczy cierpliwość, nie ma co...
W Krajnie jest bardzo fajna opcja dla uczących się jazdy dzieci (nie tylko dzieci zresztą). Wyciąg taśmowy na mniejszym stoku to naprawdę genialna sprawa. Nie przewraca dzieci jak orczyk, jest wygodny, nie męczy nóg. No i naprawdę daje możliwość "oswojenia" się ze śniegiem. Moja mała narciarka wprawdzie od razu jeździ z "dużego" Sabatu, ale rok temu bardzo sobie ceniliśmy tę rozgrzewkę. Minus KRAJNA - brak możliwości zapłaty kartą płatniczą. Narciarstwo to drogi sport i wożenie ze sobą pliku banknotów nie jest najwygodniejszą opcją. Szkoda - naprawdę pojeździlibyśmy dłużej, gdybyśmy mogli zapłacić kartą.
Dziś cały dzień upłynął nam pod znakiem "Szwajcarii Bałtowskiej". Rano bardzo sympatyczne słońce przy temperaturze około -7 stopni. Idealne warunki. Stok bardzo dobrze dośnieżony, wprawdzie o połowę krótszy od Krajna, ale za to szybszy i ciekawszy (zakręty, stromizny). Wyciąg dosyć szybki. No i infrastruktura - nadal najlepsza w regionie. Wypożyczalnia skromniejsza niż w Krajnie pod względem ilości sprzętu, ale za to kolejka dużo mniejsza. Można wynajmować na godzinę lub całą dobę - zdecydowanie opłaca się opcja nr 2. I zapach grillowanej karkówki z baru pod stokiem - ech! :)

Obiad zjedliśmy w domu, trzeba było się zagrzać i wieczorem wybraliśmy się ponownie na stok. Mróz był naprawdę spory - po drodze samochód wskazywał już -15,5 stopnia. Ponieważ założyłem, że progiem jest -15, chciałem wracać. Córcia jednak nakłoniła mnie żeby przynajmniej do stoku dojechać. A tam... mikroklimat czy co - w każdym razie -12 stopni. Normalnie plaża :) Stok pięknie oświetlony, ludzi mało (pewnie wystraszyła ich temperatura). Warunki super.

I wcale, a wcale nie zmarzliśmy. Było bardzo udanie.
Polecam!







